Sloneczniki

Strona Główna




Można tu   znaleźć posty Tamanny i Zahry  z blogu Zahry valley-of-dance (Smaki Indii) istniejącego od  stycznia 2008 do marca 2018 (chwili zamknięcia blogów onetu).  

W każdą ostatnią środę miesiąca o godz. 18-j  odbędzie się w restauracji indyjskiej "Mantra" bezpłatny pokaz filmu indyjskiego w języku hindi

 (z napisami polskimi:).

"Mantra" mieści się w Gdańsku, na Przymorzu na tyłach domu handlowego Alfa, na ul.  Krynicka 7 (530 171 717).

Poniżej dzielę się wieścią o wydaniu w styczniu 2018  roku ksiażki, w której opisuję naszą podróż po Indiach.  południowo-wschodnich.



https://media.merlin.pl/media/231x346/000/015/838/5a6627a28baf9.jpg

Wcześniej w  2015 roku wydałam ksiażkę o naszej z mężem Jerzym Tokajem podróży po Indiach południowo-zachodnich.
 


http://ecsmedia.pl/c/indie-glod-boga-b-iext43256844.jpg
Z racji, że lubię i  uczyć się i uczyć, zachęcam do poszerzania swojej wiedzy na stronie umożliwiajacej uczenie się online preply.com/pl ...

 


Happy Bhaag Jayegi - jak Pakistan pomaga Indiom w spełnienie miłości

 

Reż. Mudassar Aziz (Dulha Mil Gaya)
2016
język hindi
IMDb 6.4/10
Inaczej potraktowany Pakistan. Nie jako wrogi kraj, który wymaga infiltracji bohaterskimi indyjskim szpiegami, nie jako ojczyzna krwiożerczych terrorystów odpowiedzialnych za zamachy w Indiach, ale jako miejsce, gdzie uciekająca od zaaranżowanego małżeństwa tytułowa bohaterka Happy znajduje nie tylko pomoc, ale i wzbudza miłość w pakistańskim polityku.
Trochę w duchu Bjarangi Bhaijaan.
Film wypełniony zgiełkiem gonitw, ucieczek, nierealistyczny, ale z wartką akcją i wiarygodną rolą Abhaya Deola
znowu grającego kogoś, kto kocha bez wzajemności. Jak w Ahista Ahista.
Zaskakują mnie sceny, gdy Indie  z wdzięcznością widzą w Pakistańczykach braci,
nawet jeśli w filmie drażniąco często  powtarza się  w dialogach - Mahatma? Szkoda, ze nie był Pakistańczykiem. Taj Mahal? - Szkoda, że nie znajduje się w Pakistanie. Podzielony w 1947 roku podczas wyodrębnienia się z Indii Pakistanu Pendżab
wyraźnie tęskni za swoją połówką. Indyjski Pendżab ze stolicą w Amritsarze
za pakistańskim że stolicą w Lahore,
którego obrazy widzimy  w filmie. Między innymi ogród Shalimar
z ludźmi uprawiającymi w nim jogę śmiechu.

 


 

Na moich półkach już od jakiegoś czasu trzy książki Barbary Grabowskiej czekały na moment, gdy zacznę je czytać wróciwszy z Bengalu. Jedną z nich jest "Miłość i małżeństwo w Indiach. Z dziejów literatury indyjskiej". Spodziewałam się, że autorka będzie krążyć wokół Bengalu, więc chciałam , najpierw zobaczyć  go własnymi oczyma. I rzeczywiście w bogactwie wątków przedstawiajacych:
- istotę Kamy czyli miłości
- parę pierwszych kochanków Indii Urwaśi i Puruwarasa
- skandale w świecie bogów, zdrady, porwania i uwiedzenia
- małżeństwa kszatrijów (4 kasty indyjskie obejmują braminów - uczonych i kapłanów, kszatrijów  - wojowników i władców, wajksiów - rolników i siudrów - robotników), w tym małżeństwo poprzez porwanie
- obraz idealnej żony (patiwrata)
- kłopotliwy obraz Sity z eposu "Ramajana", żony boga Ramy
- bóg Kryszna i jego żony, pasterki i ukochana Radha
- symbolika miłości 
- obraz dzielnych heroin
najwięcej miejsca zajmuje obraz kobiety, matki, bogini i kurtyzany  w Bengalu.
Tyle w tej książce zaznaczyłam interesujących miejsc, że aż trudno mi wybrać, czym warto się podzielić. Na chybił trafił:
- o miłości przezwyciężającej śmierć: gdy Pramadwarę ukąsił  w lesie wąż, zrozpaczony Rury wybłagał u boga Jamy
jej powrót do życia oddając za niego pół swojego
- W starożytnej "Rygwedzie" jest dialog między małżonkami, których połączył mezalians; ona, niebianka  Urwaśi ma dość życia na ziemi, obiecuje jemu, ziemianinowi odesłać kiedyś syna; on Pururawas próbuje ją zatrzymać: "O żono!... Porozmawiajmy! Niewypowiedziane słowa nie przyniosą nam radości nawet w późniejszych dniach". Urwaśi już zdecydowała: "Cóż uczynię  z tym twoim słowem. Odeszłam ..." Ten dialog mógłby się  zdarzyć dziś.  
- wiersz Tagore
"Żona dziecko" ilustrujący sytuację, gdy mężczyzna poślubia dziecko i czeka na moment , kiedy dziewczynka dorośnie do wieku, gdy uczyni ją kobietą: " Gdy przychodzisz, uważa ciebie za nową lalkę do swej zabawy ...pewnego dnia skończą się jej zabawy u stóp męża". Smaku dodaje fakt, ze Tagore zgodnie z ówczesną tradycją poślubił dziecko, które stało sie jego żoną i matką dzieci osiagnąwszy dojrzałość.
- bóg Kryszna w tańcu zwielokrotniony,
tańczy z każdą tak, że w jej oczach jest ona jedyną wybraną - obraz relacji duszy ludzkiej z bogiem
- Gdy pewnego bramina ukarano klątwą - "umrzesz przed wschodem słońca"- , jego żona mocą swojej miłości sprawiła, że słońce nie wzeszło, dopóki jej mężowi bogowie nie darowali życia
- miłość przedstawiana w postaci ognia "Wtedy naszyjnik stał się ciężarem, strój i pasta sandałowa stały się ogniem"
- kobieta boginią "Na jej twarzy spotykają się słońce, księżyc i gwiazdy jednocześnie".
- Gdy bohater "Mahabharaty", Ardźuna przebywając wśród bogów odmówił nocy miłosnej niebiance  Urwaśi, ta upokorzona przeklęla
go przeznaczając mu los eunucha wśród kobiet (za sprawą  boga Indry udało mu się skrócić wyrok do jednego roku)
- wyraz tęsknoty za ukochanym w czas monsunu, gdy pawie krzyczą z radości na widok chmur deszczowych - "Jeśli w pobliżu rzeki gardło wyschnie, to kto oddali pragnienie?"
Do książki w formie aneksu dołączono listy do ukochanych wg Madhusudana Datty. Może staną się dla kogoś z nas wzorem listu miłosnego?:):
- "Słuchaj; liściu, skuszony twoją  świeżością wiatr przybywa i tańczy z tobą miłośnie, lecz gdy uschniesz, znienawidzi cię i przegna daleko. Czy tak samo porzucił mnie.." pyta Śakundala Duszjantę 
- Tara wyznając miłość kończącemu nauki u guru, który jest jej mężem,  Ćandrze (bóg księżyca) obiecuje " Tara zatańczy dla ciebie jak pawica poruszona dźwiękiem grzmotu"
- siostra Rawany Śurpanakha oczarowana młodszym bratem Ramy Lakszmaną pisze do niego: "Kim jesteś? Wędrujesz samotnie po bezludnym lesie z ciałem wysmarowanym popiołem. Powiedz, po co ukrywasz ogień w popiele?...przyglądałam się tobie...jak słonecznik spogląda stale na słońce"
- stęskniona za nieobecnym Ardźuną Draupadi, żona pięciu mężów pisze: "jak w rozłące ze słońcem lotos zamyka się  w rozpaczy, tak bez ciebie moje serce zamknięte"
- Bhanumati  próbuje powstrzymać swego męża Durjodhanę   przed braterską walką pod Kuroszetrą (wątek z "Mahabharaty"). Prorokuje w grozie: "Spojrzałam ze strachem...jak płynęła rzeka krwi, leżały słonie jakby góry potrzaskane piorunem, znieruchomiałe rumaki, połamane rydwany, setki martwych ciał".
- bogini Ganga tłumaczy w liście, czemu nie wróci do porzuconego króla Śantanu "jestem Gangą,  mieszkającą we włosach  Śiwy, jego ukochaną " ; na pociechę wysyła do niego wraz z listem  syna urodzonego z ich związku w przeszłości, gdy łączyła ich jeszcze krótkotrwała ze strony bogini miłość 

 


 

Reż. Nitesh Tiwari
2016
jezyk hindi
tytuł: Zapasy
IMDb 8.5/10
Mistrz stanu Mahavir Singh Phogat (Aamir Khan) musi zrezygnować ze sportu, bo walcząc o medale nie jest w stanie zapewnić sobie utrzymania. Jednak marzenie o złotym medalu w zapasach dla Indii nie opuszcza go. Czterokrotnie podczas porodu swojej żony czeka na syna, którego będzie mógł wyszkolić na zwycięzcę, kogoś, kto przyczyni się do triumfu Indii w świecie. Jednak gdy żona rodzi mu czwartą córkę  Mahavir rezygnuje z marzeń o złocie w zapasach. Odżywają one po latach, gdy do domu zaczynają przychodzić sąsiedzi ze skargami na jego córki Geetę i Babitę. Żalą się, że jego dziewczynki biją chłopców. Mahavir zaczyna je szkolić.
Gdy Geeta (Fatima Sana Shaikh) zdobywa mistrzostwo stanu,
przenosi się do ośrodka treningów dla tych, ktorzy startują w międzynarodowych zawodach. Tam trener każe jej zapomnieć wszystko, czego nauczył ją ojciec. To staje się powodem konfliktu między ojcem a córką....
Oparty na faktach sportowy dramat, w którym Aamir Khan pokazuje nam pasję, która nie boi się śmieszności, dążenie, które nie cofa się przed przeszkodami. To wypełniony pełnymi napięcia zapasami hymn na cześć relacji córki i ojca,
miłości do Indii i szacunku dla siły kobiecej.


 

Znów z cudzej biblioteki. Dla płodozmianu.  W bibliotece bym nie wyciągnęła ręki po tę książkę, ale lato ma swoje prawa. 
W kilkudziesięciu krótkich rozdzialikach młodsza siostra Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej
Magdalena Samozwaniec
przedstawia sprawy dla kobiet. Z humorem, niemniej pielęgnując obce mi stereotypy, nudząc mnie chwilami  swoimi wywodami na tematy, ktory opatruje tytulami:  
- Sztuka milczenia
- Sztuka odchodzenia
- Wybór męża
- Nie dręcz sobą innych
- Kocha...nie kocha?
Itd
Opowieści trącą myszka (czy ktoś jeszcze używa tego powiedzenia?). Mowa o pończochach zdobiących kobiecą nóżkę, o łapaniu oczek, gdy się je zahaczy, o dorabianiu się na powojennym szabrownictwie, o magii lisa na szyi kobiecej. W książce czuje  się cień niedawno minionej wojny, po której brakuje mężczyzn i wciąż chce się jeść i jeść. 
M. S. mówiąc o kobietach dzieli nas na 
- marudy
- jajarki
- tylko (wciąż krytyczne)
- kobiety-radio
Do którego z typów Ci najbliżej? Do którego najbliżej było Magdalenie Samozwaniec, która wydaje się wygrywać z innymi w grę MOJE LEPSZE.
Jej spojrzenie ma w sobie pewien protekcjonalizm i zdaje się patrzeć na świat chwilami okiem Kaja, ktorego widzenie świata wykrzywiał okruch z rozbitego zwietciadla zła królowej zimy. 
Nie lubię gdy ktoś mi daje rady, szczególnie tak wprost i tak wiele. To do czego przekonuje w swej książce Magdalena Samozwaniec wydaje mi się powierzchowne, zewnętrzne, często, jak z innej planety. Drażni mnie też to jak przedstawia przyjaciółki kobiety czesto wietrząc w ludziach zawiść, próżność, złośliwość ("jeszcze nie wyczerpałam swojej porcji jadu") i snobizm (np na Anglię u kogoś, kto każe sobie zrobić transmisję z krwi angielskiej).Bywa trafne, ale generalizowane jest według mnie nieprawdziwe. Obce mojej wizji ludzi.
Niemniej nie można jej odmówić zabawnego lekkiego stylu pisania:
- " W dobrych małżeństwach,
czyli takich; które nie mają zamiaru się ze sobą rozwieść, następuje zwykle ze strony mężczyzny zobojętnienie. Zaczyna spoglądać na własną żonę jak na własną nogę, to znaczy ani się nią nie zachwyca, ani się jej nie dziwi, ani jej nie dostrzega. Ot noga -  jak noga. 
Oczywiście, że kocha ją właśnie tak jak własną nogę; życie bez niej byłoby nie do pomyślenia, ale cieszyć się nią specjalnie nie widzi powodu."
- "Niektóre, a raczej większość kobiet mówi, klepie, paple, byle co, byle prędko, dużo, tak jakby dopiero nauczyły się mówić i były z tego szalenie dumne....A najgorsze to, że nie są w stanie słuchać."
- "Na ogół kobiety wychodzą za mąż, ażeby mieć mężczyznę nad głową (coś tak jak własny dach), a mężczyzni, żeby mieć kobietę na głowie i zwykle nie robią tego własnowolnie, tylko bywają do tego zmuszani."

 

Znam kogoś, dla kogo czytana w dzieciństwie "Narnia" stała się książką pocieszenia w czas dorosły. Napisał ją C.S. Lewis
"chłopiec, który wspólnie z bratem wymyśla tajemnicze królestwo Boxen i przez kilka lat spisuje jego kroniki. Uczeń wiktoriańskiej szkoly z internatem prześladowany przez kolegów i emocjonujący się muzyką Wagnera. Młody żołnierz, ateista, który na froncie I wojny światowej, nie zwracając uwagi na ostrzał ze strony nieprzyjaciela, czyta książki. Przyjaciel J.R.R. Tolkiena, profesor Oxford, nawrócony chrześcijanin". 
Mniej znane są jego eseje, z których znam "Smutek i "Cztery miłości".
"Koniec człowieczeństwa",  którego twarzą są przedstawione na okładce  symbolizujące dobro i zło oblicza z obrazu Boscha zawiera trzy powiązane ze sobą wykłady profesora Lewisa. Bardzo ciekawe, pobudzające do myślenia.
W "LUDZIACH BEZ TORSU" można znaleźć m in.
.- o tym, że twarde serce nie zabezpiecza przed rozmiękczeniem mózgu i że uczniowie nie powinni być chronieni przed uczuciami, ale rolą nauczyciela jest rozbudzanie w nich uczuć właściwych, których obecność ochroni ich w przyszłości przed propagandą - przy okazji analizy podręcznika do nauki pisania, którego autorzy deprecjonują wartość uczuć (w tym podziwu)
W "DRODZE":
- poruszająca mnie modlitwa Ajaksa do Zeusa w chwili przewagi Trojan "Pozwól w światłości nam ginąć!"  (Homer)
- o postępie przejścia od Konfuncjusza
"nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" do chrześcijańskiego "czyńcie tak, jakbyście chcieli, aby i wam czyniono"
- przeciw kwestionowaniu istnienia wartości absolutnych wspólnych wszystkim kulturom ("niezmienny obowiązek sprawiedliwości i zasada głosząca, że koniec końców wszyscy są naszymi braćmi " - z tego w węższym znaczeniu wynika obowiązek czynienia dobrze naszym dzieciom i rodzicom i nam podobnym, czy wierność małżeńska) ; "Bunt bowych ideologii przeciwko Tao - prawu naturalnemu, tradycyjnej moralności - jest buntem gałęzi przeciwko drzewu: gdyby zbuntowane gałęzie mogły odnieść  sukces, same uległyby unicestwieniu"
"KONIEC CZŁOWIECZEŃSTWA" rozpoczyna intrygujące motto z "Wędrówki  pielgrzyma" Bunyana
"Potem w moim sercu powstała paląca myśl - mimo że mówił pięknie i pochlebnie - że jak tylko sprowadzi mnie do swego domu, sprzeda mnie jako niewolnika"
W tym rozdziale 
- przedstawiając 3 wynalazki (samolot, radio i środki antykoncepcyjne) Lewis kwestionuje naszą władzę nad naturą - "Z faktu, że płacę komuś, by mnie nosił, nie wynika, ze sam jestem silny" i "Co do samolotu i radia, to człowiek dzięki nim zarówno sprawuje władzę, jak i jej ulega, skoro sam może być celem bomb oraz propagandy. A co do środków antykoncepcyjnych, to z ich powodu w pewnym paradoksalnym negatywnym sensie wszystkie hipotetyczne przyszłe pokolenia podlegają władzy sprawowanej przez tych, którzy już się urodzili. Antykoncepcja jako taka odmawia członkom kolejnych pokoleń prawa do istnienia; antykoncepcja stosowana w celu selekcji genetycznej kształtuje owe pokolenia bez ich zgody"; "Podbój natury przez człowieka oznacza władzę kilkuset osób nad niezliczonymi miliardami ludzi": "Dana człowiekowi władza dowolnego kształtowania samego  siebie jest tak naprawdę władzą dowolnego  kształtowania jednych ludzi przez drugich" ( z pomocą eugeniki, uwarunkowania prenatalnego i edukacji i propagandy opartej na psychologii), a pomysły kształtujących mogą być różne np na podobieństwo idei Platona, by każde niemowlę było "bękartem wychowywanym przez urząd".
Lewis pisze, że kiedyś przekazywano nam w wychowaniu to, co otrzymano: Tao, tradycyjną moralność, dziś zakwestionowano to, co jest absolutnym dobrem, co naszym obowiazkiem. Wyjście poza Tao okazuje się "krokiem w pustkę",
"ostateczne zwycięstwo człowieka - uwolnienie się od wartości absolutnych - okazało się zniesieniem człowieczeństwa". "Kiedy zakwestionowano już wszystko, co mówi: "co jest dobrem", zostało tylko to, co mówi: "tak chcę" ("sic volo").
W konsekwencji "Natura, nieujarzmiona przez wartości, włada Projektantami, a przez nich - całą ludzkością."
A przecież "Ścinając drzewa i tnąc je na deski , nie widzimy w nich ani driad, ani pięknych zjawisk przyrody...
Gwiazdy utraciły boskość wraz z rozwojem astronomii, a w epoce nawozów sztucznych nie ma miejsca dla Umierającego Boga" Frazera ze " Złotej gałęzi".
"Najwięksi współcześni naukowcy wcale nie są najmocniej przekonani, że przedmiot pozbawiony cech jakościowych i zredukowany do liczb jest w pełni prawdziwy...wiedzą..., że traci część swojej rzeczywistości ".
Logika też może zgrodzić absurd "jak w opowieści o Irlandczyku, który dowiedziwszy się, że pewien konkretny rodzaj pieca pozwoli mu zmniejszyć koszty ogrzewania o połowę, uznał, że  mając dwa takie piece, ogrzeje dom zupełnie za darmo."
"Jeśli człowiek  zechce  traktować  siebie  jak  surowiec, stanie się surowcem - i to nie surowcem, który, jak sobie  wymarzył, będzie kształtowany przez niego samego, ale przez  zwykłe popędy, czyli przez nature za pisrednictwem jego nieludzkich Projektantów."
"Wiara w dogmat o istnieniu obiektywnych wartości jest niezbędna, by pojęcie władzy nie będącej tyrania i posłuszeństwa nie będącego niewolnictwem miało w ogóle rację bytu
Skażenie języka że względu na ideologię uprzedmiotowujące ludzi i odrywające ich od źródła wartości absolutnych:
"Człowiek nie jest już cnotliwy, tylko uporządkowany; nie jest pracowity, tylko dynamiczny"
"Dla dawnych mędrców  zasadnicze pytanie brzmiało: jak dostosować dusze do rzeczywistości, a odpowiedzią było poznanie, samodyscyplina i cnotą. Natomiast główny  problem zarówno magii, jak i nauki stosowanej brzmi: jak podporządkować rzeczywistość życzeniem człowieka, a odpowiedzią jest odpowiednia technika"
Do książki dołączono przykłady Tao czyli prawa naturalnego, tradycyjnej moralności obecne we wszystkich kulturach (w tym z Biblii):
Na temat prawa powszechnej życzliwości:
- Kto (...) gwałtownikiem, który gotów wszystkich  zdradzić: o tym mowia:  Ten to kota ma zwyczaje" 
- "Kto słowem rani, ten dla siebie zyska jeno nieba stratę"
- "Jeżeli to ktoś poprosi, to powinien dać choć trochę, nie żałując"
(Wszystkie 3 hinduskie z "Manusmryti czyli traktatu o zacności")
- "Ludzie razem dla ludzi są stworzeni, aby wzajemnie jedni drugim dopomagać mogli" 
- "Toż samo rozumne przyrodzenie jednoczy człowieka z człowiekiem węzłem rozmowy (...), pobudza ludzi do zawierania związków spolecznych"
(oba z rzymskich, Cyceron "O powinnościach") 
Obowiązki względem  rodziców, starszych, przodkow:
- "U człowieka (...) należy cenić  (...) to, co ma w nim wyższy stopień doskonałości. A do to jest w nim takiego? To, że (...) jest podporą  swoich rodziców " (greckie: Epiktet)
- " Dziecko, starzec, słaby, chory (Tak ważni, jakby byli)  przestworza rządami (hinduski, "Manusmryti")
Obowiązki wobec dzieci i potomków:
- "Dziecku należy się największy szacunek" (rzymskie: Juwenalis, "Satyry")
Prawo sprawiedliwości:
- "Lepiej mieć szkodę niż szpetny zysk" (starohebrajskue, Biblia)
Prawo Szczerość i intencji i praw do równości
- "Fałsz ofiarę zaprzepaszcza" (hinduskie " Manusmryti")
Prawo milosierdzia:
- "Kobiety nie wolno uderzyć nawet kwiatem (hinduskie)
Prawo wielkodusznosci:
- "Nie zważać na gwałtowny atak, to wzmacniać serce wroga. Człowiek dzielny jest waleczny, a tchórzliwość jest hańbą " (staroegipskie)
- "Niech się śmiercią nie raduje ani życiem się nie cieszy. Oby czekał czasu swego. (...) Oby słowa obelżywe gotów znosić był cierpliwie. (...) Niechaj zmysły opanuje, które  wciąż rozkoszą wabią". (hinduskie:: "Manysmryti")
- "Gdy jego opanowana mysl, wolna od tesknot (...) rzec o nim mozna - "utwuerdzon jest w Jodze". Nieruchoma jak plomien lampy w bezwuetrznym powiwtezu, jest niewzruszona świadomość  Medrca, ktory w Jodze pigrazony trwa" (hinduskie: "Bhagavad Gita. Pieśń Pana")
- " Ci, którzy filozofia jak należy, troszczą się, by umrzeć ". ("Fedon" Platon)

 

Wiedziałam, że wrócę do tej książki. Po podróży do Kalkuty i Bengalu. By porównać nasze wrażenia, by dzięki Grassowi pobyć dłużej w Indiach. 
175 stron. 6 miesięcy życia w Indiach. 16 czarno-białych dramatycznych rysunków Grassa, na których króluje bogini Kali z wywieszonym (jak w tytule) językiem,
szczury, wrony, udręczone chodzeniem bez butów  bose stopy, krowie placki na ścianach, przykucnięte postacie mężczyzn, otuleni w koce chodnikowcy, ludzie ulicy. Rysunki Grassa wprost krzyczą.
Tekst, który lżej by mi się czytało, gdyby Grass podzielił  go na mniejsze części, jest zapisem jego czasu w Indiach. Bohaterami opowieści  są on i ona. On, który kiedyś był już w Kalkucie,  przerażony uciekł i natychmiast chciał wrócić. Wrócił z nią po 11 latach, w 1986 roku. On tu chce być, ona czeka na wyjazd. On jest w Indiach, ona je znosi. Te pół roku to przede wszystkim czas spędzony w Bengalu,
w Kalkucie,
w uniwersytecie Santiniketan  założonym przez Tagore,
ale i w Madrasie (dziś Ćennaju), Mahabalipuram, Bombaju, Punie, Hajdarabadzie z twierdzą Golkondą, w Puri i Konaraku, a także w powstalym 15 lat przed jego podróżą ze Wschodniego Pakistanu Bangladeszu.
Książkę zaczyna i kończy zdanie uobecniające wielką postać.  Grass rozpoczyna tę historię od wprowadzenia w nią Nataji, Subhasa Chandrę Bose.
Pisze o nim tak: "Na północy Kalkuty jedzie wierzchem, cały w brązie, na przymałym koniu, z przydużą głową, w wojskowej czapce i grubych szkłach, mimo gestu wskazującego kierunek - Za mną, na Delhi!... - nie ruszając się z miejsca"
Kończy opowieść obiecując swej żonie "Jeśli tu kiedykolwiek wrócimy, to znów weźmiemy ze sobą Fontanego", książki niemieckiego XIX-wiecznego pisarza,
którymi  ona odgradzała się od przerażających ją Indii.
Oprócz jej, jego, Fontanego w książkach i Nataji, bengalska fascynacja którym oburza Grassa, w książce pojawiają  ludzie z kręgów intelektualnych Kalkuty, wspomnienia o Gandhim i Tagore,
a także całe tłumy bezimiennych, bosych, głodnych, których los porusza pisarza.
I bogini Kali, która budzi w nim grozę,
ale o  ktorej Grass wydaje się niezbyt dużo wiedzieć.
Indie przedstawiono tu bardzo sugestywnie, opisano trzewiami. Osobiście. Z bólem. Wdzięczna jestem Grassowi, bo czuję się jakby wyruszyła z nim w nie jako jego cień. Ochłonąc obrazy, słysząc echo powstania sipajów z 1857 roku,
głodu w Bengalu z 1942 roku,
wojny, z której narodził się Bangladesz z 1971 roku,
czy wojny indyjsko- chińskiej z 1962 roku.
Swój pobyt Grass też umieszcza w kalendarium Indii specyficznie,  mówiąc: przyjechałem do Indii w dwa lata po zamordowaniu Indiry Gandhi. 1984+2= 1986.
Pisze o Indiach, szczególnie o Kalkucie  z pasją, którą nazywa "moją nieproszoną miłością do tego miasta, którego przekleństwem jest udzielanie gościny wszelkiej ludzkiej niedoli." Bliskie mi jest jego współczucie dla wydziedziczonych i  umęczonych.
Na Subhasa Chandrę Bose Grass patrzy oczyma uwięzionymi w Europie. Oburza go uścisk ręki z Hitlerem,
zdjęcia u boku nazistów niemieckich, potem oficerów japońskich. Sojusz z hitlerowcami? ! Grassowi trudno spojrzeć na sytuację II wojny światowej oczyma Indusa. Jego wrogiem byli okupujący Indie Brytyjczycy. Szukanie sojuszu z ich przeciwnikiem, widziane jako zdrada z punktu widzenia Europy, było naturalne. 
Zaskakuje mnie to, co Grass pisze o Tagore zakochanym w żonie brata, o jej wyszukaniu dla niego dziewczynki,
jego czekaniu na moment, gdy dojrzałość pozwoli jej być matką jego dzieci. To wskazuje na osobisty wydźwięk wiersza Tagore "Kobieta dziecko".
Grass ma oko do szczegółów.  Podoba mi się też to, jak je opisuje, "jak obcość robi się znajoma i pozostaje obca" (s. 107), jego pomysły - "przez cały dzień podążać za jedną jedyną krową: jak pasie się na śmietnisku, jak jest wyspą wśród ulicznego ruchu,
jak leży w cieniu, przelotnie obsiadła przez wrony, jak strzeże - już o późnej godzinie - snu chodnikowców". Marzy mu się już w chwili, gdy walizki stoją spakowane do powrotu. Ociąga się z wyjazdem. Odwraca głowę za Indiami. Rozumiem go. Także jego łapczywość w rysowaniu wszystkiego, co nadjeżdża w jego kierunku na drogach (ja to próbowałam zatrzymać nieustannie aparatem).
CYTATY:
- "Czym są Indie?
Okazją do wydawania albumów, kolorowych, czarno-białych? Spuścizną imperium: mocarstwem o kulach? A może ostatnim schronieniem zbankrutowanego rozsądku? Co z miałby on tutaj uzdrawiać?
Wszystkie statystyki, nawet te ufryzowane, ustawiają zubożenie, ucieczkę ze wsi, zeslumsienie miast w jednostajne kolumny. Kto kogo i gdzie zarzyna, wylicza codziennie tysiąc i więcej gazet: bogactwo języków. I dalsze przyrosty: usuwaniu lasów odpowiada przybywanie pustyń. I stopa wzrostu...o 17 milionów powiększa się rocznie ludność Indii.
Takie słowa jak chaos i katastrofa są dobrze znane wszystkim komentarzom; jednakże na pytanie, czy rewolucja może temu zaradzić, odpowie nie Mark czy Mao, tylko co najwyżej Kali że swoim sierpem". (S.106)

 


 

Ramana Raghvan - razem tworzymy pełnię zła
Reż. Anurag Kashyap (Black Friday, No Smoking, Dev D, Sared Games, Gangs of Wasseypur, Gulaal, Lust Stories,  Bombay Talkies, Ugly, Bombay Velvet)
2016
język hindi
IMDb 7.3/10
 
Opowieść  podzielono na rozdziały pod tytułami: "siostra", "myśliwy", "ścigany syn", " upadły", "bratnie dusze". W tej historii śledzimy losy dwóch  bohaterów: zabijającego  zgiętym  drągiem (Nawazuddin Siddiqui)
i uzależnionego od narkotyków, cierpiącego na bezsenność policjanta (Vicky Kaushal),
który uprawia seks z kimś, kogo nawet nie chce nazwać swoją stałą dziewczyną.  Wymusiwszy na niej aborcje przy kolejnej ciąży  każe  wybierać między sobą  a dzieckiem.

Zbliżają  się święta: hinduskie Dasary i muzułmańskie Muharram.   Jak Ganepati
pokrywają się z Id al Adha.
Mordujący Ramanna komentuje to słowami: "Ludzie tak bardzo grzeszą, że potrzebują religii, by przykryć swoje grzechy. Chowają się za nią. Obnoszą się ze swoimi bogami. Jakby chwalenie się religią dawało im siłę. A dzieci Boga takie,  jak ja rozmawiają z nim. Monitoring boga  to moja karząca ręka".
Podczas święta Dasara Rawana zostanie spalony, ale jako że to też czas święta Muharram to dzień żałoby.
Krew na ciałach bijących siebie w muzułmańskiej procesji i wysoko nad głowami niesione trzy figury demona Rawany i jego braci gotowe na spalenie na znak zwycięstwa dobra nad zlem.
Słychać śpiew: "Byłem słońcem i cieniem, wokół unosił się dym, gdy spadałem z gwiazd, tak nisko jak nigdy; droga arteria znika jak dym".  Towarzyszy on obrazom płonącego Rawany z braćmi.
Świętujący tłum rozstępuje się, cofa przed ogniem. W tym tłumie Ramana w wąskich uliczkach z bezsennymi oczyma zamkniętymi okularami, z wiecznym papierosem w ustach, z pistoletem,  z którego niedawno zabił bezkarnie. "Moje istnienie zanika zbliżając się do śmierci; wciąż chciałem żyć tańczyć  z kobietą". Celuje w nią broń.
Rama staje się Rawaną. Policjant Raghwan zaczyna zlewać się z mordercą Ramanną.
Tajemnica zła.
Słowa mordercy skierowane do przesłuchującego go policjanta nawiązują do eposu "Ramajany":  "Rawana porywa Ramie żonę  lecąc niebem. Gdy widzę samolot lecący w niebie,  mówię sobie, to kolejny Rawana leci z porwaną Sitą."
Podczas przesłuchania, gdy śledczy przerywa mu opowieść o Rawanie, Sicie i Ramie, morderca zarzuca mu, że ten nie rozumie radości rozmowy.
Snuje opowieść o sławnym mordercy Ramanie Raghvanie, o którym słyszał   w dzieciństwie.
I oto on przesłuchiwany ma na imię  Raghvan. Brakuje mu do pełni tego, kto jak przesłuchujący nazywa się Ramana. Razem mogą potwierdzić snutą przez niego tezę, że 
"Każdy człowiek chce zabić. Ludzie lecą do Syrii i biorą udzial w zamieszkach, by wyzwolić wewnętrzną bestię, odczuć 
radość zabijania. Ja zabijam bez poczucia winy,  nie przypadkiem,  ale dlatego że chcę. Nie chowam się za mundurem, religią,  bez maski". 
Dziwny film. Niepokojący. Nieprzyjemny. A jednak obejrzałam to do końca.

 


 

City Lights - jak Mumbaj odziera ze złudzeń

Reż. Hnasal Mehta (Dil Pe Mat le Yaar!, Shahid, Aligarh, Simran)
2014
język hindi
IMDb 7.3/10
Z góry czułam, że choć w tytule mamy słowo światło, film wprowadzi mnie w mrok. Zgodnie z ideą miasta, które niszczy przyjezdnego. Rozbija jego nadzieję, zabiera wiarę w ludzi, pozbawia złudzeń.
I tak się dzieje z biedną, ale szczęśliwą rodziną  Deepaka Singha (Rajkumar Rao) i Rakhi (Patralekha).
Gdy przyjeżdżają oni z Radźastanu z wioski do Mumbaju, by sie tu dorobić, od razu ktoś zaczyna się oszustwem dorabiać na nich pozbawiając ich ostatnich oszczędności. Mieszkają blisko nieba (w budowanych wieżowcach), żyją pełzając po ziemi.   Ona tańcząc w barze upokorzona lubieżnymi spojrzeniami mężczyzn. On jak szczur zagoniony w poszukiwaniu pracy. Gdy wreszcie zostaje przez kogoś wypatrzony do pracy ochroniarza przy przewozie wielkich pieniędzy okazuje się, że wybrano go licząc na jego naiwność i możliwość wykorzystania go w zagrażające jego życiu grabieży....
Historia trzyma w napięciu, budząc współczucie do bohaterów przekonująco nagranych przez Rajkumara Rao i Patralekhe. Chce się, by udało im się wyrwać z ramion ośmiornicy, jakim jawi się tu realistycznie pokazany Mumbaj, by szczęśliwie z córeczką... wrócili do Radżastanu. Dzięki sile woli i miłości Deepaka do rodziny historia zmierza mu wyzwoleniu, za które trzeba jednak zapłacić wysoką cenię.

 


 

Fettnäpfchenführer Indien: Be happy oder das no problem-Problem - Karin Kaiser
45 rozdzialików, a w każdym jak refren - "what's problem?" i "No problem - relax". Do znudzenia powtarzalne. Drażniące. Każdy z rozdziałów  autorstwa Karin Kaiser
zaopatrzony w suchą część przedstawiającą poszczególne problemy np zagrożenie malarią, zanieczyszczenia wód Indii (źródło 31% chorób w kraju), czy święte krowy lub święci ludzie sadhu itd
Zdarza się humor.
Książka przedstawia nam podróż pewnej  Niemki Almy komentowaną co wieczór we wspierających telefonach z Friedrichem, jej przyjacielem, który pozostał w Niemczech. Chwali ją lub jak dziecku tłumaczy jej różne faux pas  wynikające z nieznajomości kultury (stąd w tytule słowo Fettnaepchen). Alma podróżuje po Indiach zajeżdżając między innymi do Mumbaju,
na Goa,
do buddyjskiej Bodhgaji,
Delhi, Agry, Waranasi
i na południe do Ćennaju
i Mahabalipuram. Wśród przedstawianych tematów są sprawy większej wagi dotyczące np.:
- niebezpiecznych rejonów Indii (np Bihar czy wschodnio-północne stany kontrolowane przez rebeliantów) w rozdziale "No-go- areas"
- plagi korupcji (speed-money) i od 2011 ruchu antykorupcyjnego Anny Hazare
- temat podziału na Indie i Pakistan po wyzwoleniu się spod panowania Brytyjczyków  plus wojna domowa w Kaszmirze - tabu w rozmowach
i mniej istotne na temat:
- fotografowania w Indiach
- prania swojej bielizny
- popularnych gestów indyjskich - ponizej te, które moga sprawić kłopot wykonującemu je
- czy jazdy ulicami wciąż o milimetr, sekundę od zderzenia
Alma, lat powyżej 30, singielka nie ciekawi mnie. Nie umiem się też do niej w trakcie podróży przekonać lub choćby ją polubić. Nie pojechałabym z nią w podróż.
W książce  różne konkretne rady np. na temat wytrząsania butów, by nie nadepnąć przy wkładaniu ich na skorpiona,
przeszukiwaniu łóżka, by uniknąć spotkania z wężem,
wystrzegania kontaktu z policją (mam też inne doświadczenia), zakupu karty SIM,  radzenia sobie z biegunką (Delhi Belly), nie podawania prezentów opakowanych w czarno- biały papier (kolory żałoby) itd

Przykładowe szczególiki:
- o biciu butem jako formie poniżenia, bo stopy nieczyste, o rzucaniu sandałami w negatywnego bohatera na ekranie kina
- "adithye devo bhava" - der Gast ist Gott - gość w dom, Bóg w dom

CYTATY:
- "Zdaniem Sudhira Kakara, najbardziej znanego psychoanalityka Indii,
w świadomości  indyjskiej zewnętrzna czystość pod postacią jasnej skóry kojarzy się z wewnętrzną czystością, a ciemna skóra z zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym brudem"
- "Ordnung ist das halbe  Leben, insbesondere in Indien"
- "W Indiach komórka zajęła w międzyczasie podobnie ważne miejsce jak trzecie oko"


 


 

Bharat Ane Nenu - jestem Bharat
Reż. Siwa Koratala (Srimanthudu, Mirchi )
2018
język telugu
IMDb 8.4/10
Bajka polityczna. Naiwnością  jest już nie tylko wierzyć, że można władzę traktować jak służbe, że można ze śmiertelną powagą traktować przysięgę.
Naiwnością jest już nawet chcieć w to wierzyć. A takiego bogatera pokazuje nam film...Takiego bohatera prezentuje nam Mahesh Babu. I Indusi oglądają milionami tę historię spragnieni tego, by u władzy zobaczyć kogoś, kto nie garnie pod siebie, kto nie nadyma piersi składając hołd swojej władzy,
ale kogoś, kto chce pieniądze oddać pod zarząd lokalnej społeczności, kto chce w kraju, w którym nauczycielom zdarza się częściej opuszczać szkołę niż uczniom podnieść standard publicznej edukacji, wesprzeć kandydata na posła nie z własnej partii. Charakterystyczne, że zabiera się za to ktoś, kogo ukształtowała Anglia, kto nie zna Indii, a do władzy dochodzi podobnie jak kiedyś Indira po śmierci Nehru, Rajiv po jej śmierci, a Sonia po jego zabiciu. Z racji pokrewieństwa z poprzednim przywódcą. Podobnie jak kiedyś Indira okazuje się, że  nie zgadza się on na rolę marionetki.
W filmie kilka obrazków Hajdarabadu i wiejskich obszarów Andhry Prades, kilka spłoszonych spojrzeń pary zakochanych i balet wyrzucania w powietrze armii siłaczy uzbrojonych w maczety. Bohater Mahesha Babu i legiony kladzie na łopatki
i serce dziewczyny zdobywa.
W przerwach między wprowadzaniem ładu w kraju, z ktorym dzieli imię: Bharat.
Miło mi było zobaczyć w roli oponentów lubianych przeze mnie aktorów Prakasha Raja i Mahesha Babu.