
Rygweda - najstarsza literatura Indii
RYGWEDA - link z hymnami
sanskrycki tekst opisany pismem Dewanagari
To najstarszy tekst indyjskiej literatury. Z naszą dwu tysiącletnią historią trudno sobie wyobrazić tekst stworzony 1300 lat przed naszą erą. Choć daty, gdy mówimy o rzeczach powstałych w Indiach są zawsze w przybliżeniu. Gdzie powstała "Rygweda"?
Uważa się, że na terenach dzisiejszego Pendżabu, po obu stronach Indusu. W każdym razie wiąże ją się z zachodnio-północnymi Indiami, choćby dlatego, że choć wspomina się w niej o zbożu, nie ma mowy o ryżu i tygrysach – znakach południa.
Sama Rygweda to przekazywany najpierw z pokolenia na pokolenie ustnie zbiór hymnów skierowanych do bogów. Przede wszystkim do pośrednika między ludźmi i bogami, boga ognia Agni
(agni to jedno z tych słów z sanskrytu, które brzmi jak nasz "ogień"), ale i do wszechpotężnego Indry,
„boga wojny, heroizmu i potęgi”, Waruny, stróża ładu tzn kosmosu, potem boga wody i morza, Suryi,
boga słońca, Uszas, bogini jutrzenki, Marutów od burzy i wiatrów. Ale hymny Rygwedy skierowane są nie tylko do bogów, ale i do demonów, przodków, a nawet do zwierząt.
Ci bogowie wydają nam się teraz bardzo odlegli. Nie ma wśród nich nawet tak ważnych w tej chwili w hinduizmie Sziwy czy Wisznu, a jednak "Rygweda", na temat której naukowcy toczą spory, czy jest źródłem sanskryckiego dramatu czy eposu (z których potem wsławiły się w Indiach "Ramajana" i "Mahabharata")
przemawia swoim pięknem do dziś. Jak piękny jest „Hymn o prapoczątku wszechrzeczy”!
"Wtedy niebytu ani bytu nie było
Ani przestworzy, ani w górze niebios.
Cóż więc istniało? Gdzie? I w czyjej pieczy?
Czy były wody, niezgłębiony odmęt?
Śmierć nie istniała ani nieśmiertelność,
Dla dnia i nocy nie było różnicy,
I nic innego tylko istność jedna
Bez tchnienia sama sobą oddychała.
Mroki we mrok spowite były najpierw,
Jednym odmętem wód to wszystko było,
I tylko owa moc, zamknięta w pustce.
Płodziła siebie przez żar umartwienia".
Jaka w tym tajemnica początku i jakie podobieństwo do słów rozpoczynających Biblię!: „ Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnia bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”
A jak dziwnie brzmią ostatnie słowa tego hymnu:
„Więc kto ma wiedzieć, skąd powstało wszystko?
Ten, od którego pochodzi stworzenie,
Który je stworzył – albo i nie stworzył,
I czuwa nad nim w najwyższych niebiosach,
Ten wie zaiste! Albo może nie wie?”
Obraz tajemnicy tak wielkiej, że aż dotyka zwątpienia. „Albo może nie wie?” Bardzo mi to bliskie. Wiara w czuwanie nade mną siły, której nie znam, ale i to ciągłe zawieszenie głosu w zawierzeniu „a może nie...?”
W innym z hymnów (Hymn do Wszechstwórcy) poruszyły mnie słowa o wszechobecności Boga: „wszędzie Jego oczy i wszędzie oblicza” , ale i zdumiało zdanie przypominające mi ofiarę z siebie Jezusa: „daj, Panie, przyjaciołom poznać przy ofierze. Sam siebie złóż w ofierze krzepiąc własne ciało”
W Hymnie do wszystkich bogów, przy słowach „pytam więc o bogów odciśnięte ślady” zastanawiałam się, jakie ślad siebie zostawił we mnie Bóg w którego ja wierzę. Myślę, że miłość. Pragnienie bycia kochaną i kochania kogoś. To ślad Jego, który jest miłością w moim sercu.
Nie wszystkie hymny rozumiem. Obce mi są odniesienia do obrazu krów zamkniętych w sakle, słowa "o mlecznych krowach ładu”, które wg interpretatorów Rygwedy oznaczają (nie wiedzieć czemu) poranne zorze albo płynące wody. Niemniej wizje ognia jako tego, który oczyszcza jako symbolu poznania, przeniknięcia były mi bliskie. W hymnie do Agniego
podziwiałam obraz jego -ognia:
„o Agni, kiedy chciwie na drzewa niczym byk się rzucasz,
czarną zostawiasz drogę, falą płomieniejąc, od starości wolny"
„Otwórz, śpiewakowi, przestronność z ciasnoty” mówi do nas głos sprzed 33 setek lat. Pokoleniami powtarzano słowa, które my teraz poznajemy w zniekształconej tłumaczeniem formie. I nadal wyrażają one naszą tęsknotę za tym, aby uwolnić się z tego, co jest ciasnotą naszego życia, co nas więzi, aby rozprostować swoje kości i swój los w przestrzeni przestronnej.
W hymnie do Waruny, boga nieba i wody przedstawianego jako postać ujeżdżająca morskiego potwora

Kto ugruntował dwa szerokie światy,
Odsunął niebo wysokie, olbrzymie,
A później słońce - i rozpostarł ziemię.
i tęsknota bliskości tego, kto stwarza, tego, kto chroni:
Ja tak mówiłem do samego siebie:
"Kiedyż się znowu zbliżę do Waruny"?
ale i obecne w każdej wierze rozliczenie z grzechem. Bóg jako lustro przystawione naszej twarzy, pomoc w postawieniu sobie pytania: "kim jestem?"
Odpuść i takie, które sam spełniłem,
Jakby złodzieja, co bydło uwodzi,
Jak cielę z więzów, zwolnij mnie, Wasiszthę !
To nie ma wola, Waruno, to kości,
To zaślepienie, gniew, bezrozum, trunek,
Przecież jest starszy, kiedy młodszy błądzi,
Nawet sen nie jest ochroną przed grzechem!
Czy znacie tego, kto to wszystko stworzył,
Wręcz coś innego w swym nosicie sercu.
Dymem osnuci, szepczący zaklęcia
Jest panem nieśmiertelności, i tym, co przez pokarm wyrasta.
Przy Purushy znów znany nam wątek ofiary:
Przez ofiarę bogowie złożyli ofiarę ofierze - takie były ustanowienia pierwotne.
A hymn pijaka z jego ogromniejącym w odurzeniu ego:
Na niebie jedna ma połowa,
A drugą włóczę tutaj w dole -
Czyżbym się somy dzisiaj napił?
Ja jestem wielki, ja największy,
Aż do obłoków sięgam głową -
Czyżbym się somy dzisiaj napił?
I wobec śmierci uosabianej poprzez boga Jamę
tęsknota za zmartwychwstaniem:
Tego, coś spalił teraz, Agni,
Na nowo wyzwól go do życia,
- Światło słowem zwane - wypisy z literatury staroindyjskiej
- Historia lteratury staroindyjskiej - Klaus Myluis
- Die Literaturen Indiens H.v Glasenapp